- abcrakpiersi.pl
- Pytania i odpowiedzi
- Całkowite usunięcie piersi przy BRCA1?
Całkowite usunięcie piersi przy BRCA1?
Mam 52 lata. W 2002 roku usunięto mi prawą pierś. Miałam 2 cm guza carcinoma mixtum mammae-edenoplanoepitheliale. Nie miałam zajętych węzłów chłonnych. Przeszłam półroczną hemoterapię. Po chemi przestałam miesiączkować. Okazało się, że ja i moje córki mamy zmutowany gen BRC1. Dlatego też w 2007 r profilaktycznie za namową doktora genetyka usunęłam narządy rodne. Dzisiaj dowiedziałam się po wykonanej biopsji, że w zmianie 2 mm w lewej piersi są komórki rakowe. Czy mam podjąć decyzję usunięcia całej piersi, czy zdecydować się tylko na częściowe usunięcie z węzłami? Jeszcze rok temu nie miałam zmian w piersi. W usg brzucha nie ma zmian. Pobolewa mnie lewe żebro. Czy to może mieć związek ze zmianą rakową? Proszę o szybką odpowiedź. Dziękuję.
Witam serdecznie!
Uważam, że w przypadku nosicielstwa mutacji BRCA oraz stwierdzenia guza, nawet tak niewielkich rozmiarów, wskazane byłoby jednak usunięcie całej piersi, ze względu na duże ryzyko wznowy. Na świecie u nosicielek mutacji wykonuje się czasami profilaktyczną obustronną mastektomię, więc tym bardziej jest to uzasadnione w przypadku stwierdzonej zmiany nowotworowej.
Co do bólu żeber - trudno mi jednoznacznie określić przyczynę. Wskazane byłoby na pewno wykonanie RTG klatki piersiowej.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego.








Witam
Mam 49 lat . Od 2 lat wiem, że ja i moja córka mamy mutanta BRCA1. Rok temu za namową lekarza usunęłam narządy rodne. Mammografię robię co rok. Boję się o siebie i o córkę, w rodzinie ze strony mamy młode kobiety umierają na raka macicy i piersi, a mężczyźni na raka płuc i prostaty. Czy moje obawy są bezpodstawne ?
Uciekaj gdzie pieprz rośnie :/ Czasami wydaje mi się, że my, jako osoby dorosłe, świadome rodzinnych historii chorób, chcąc posiadać dzieci wpakowujemy je w tarapaty przez własny egoizm. Ja, jako że jestem biologiem molekularnym, instynktownie szukałam partnera, który pochodzi ze zdrowej rodziny (to i tak wcale nie gwarantuje mi niczego). Kiedyś umówiłam się z chłopakiem i kiedy powiedział mi, że jego wszyscy wujkowie zmarli na raka trzustki, przestałam się z nim widywać. Wiem, że tu już ocieram się o myślenie nieco hitlerowskie, ale moim zdaniem ludzie powinni być bardziej świadomi, że to co w genach jest czasem nieubłagane i po co wtedy mieć dzieci, które z dużym prawdopodobieństwem będą potwornie cierpieć. Zresztą taka linia potomków nie ma sensu, bo mutacje lubią się kumulować. Stąd właśnie biorą się takie rody, z jakich Pani pochodzi.
Dodaj nowy komentarz